Logo Gościniec
Strona Główna / Przygody Gościńca

balsamon

BALSAMON BAREKBAAL

[…] Mijając zakręt, widzicie tłumek ludzi zebrany wokół kolorowego, obwoźnego straganu. Jeden doniosły głos góruje nad wszystkimi innymi dźwiękami – należy do niskiego, fantazyjnie odzianego człowieka z długą,

fioletową brodą. Zaciekawieni podchodzicie bliżej.

– Na liczko piękne i oczy promienne!… Na Goliata siłę, z ust wonie niemiłe!… Czy to mąż, czy niewiasta znajdą u Balsamona!… Eliksiry i maści godne Salomona! […]

burza

BURZA PIASKOWA!

[…] Ruszacie biegiem. Toboły obijają wam boleśnie plecy i boki. Przez dłuższy czas słychać tylko tupot stóp i ciężkie oddechy. I narastający szum wiatru. Gościniec zakręca szerokim łukiem, okrążając pierwsze, niewielkie wzgórze. Słońca już nie widać przez skłębione kolumny piachu sięgające nieba – jest coraz ciemniej. Ale do pierwszych, wyższych wzgórz już blisko! Widzicie skalne nawisy i zagłębienia na ich zboczach – z pewnością znajdziecie jaskinię. Jesteście tuż, tuż!

W narastającym mroku wpadacie nagle na kogoś!… Na coś?! […]

gospoda

GOSPODA

[…] Już z oddali słychać wesołą muzykę i gwar ludzkich głosów. Słońce stoi wysoko, prażąc potężnie. Jesteście zmęczeni i głodni, choć dopiero minęło południe – upał na drodze dał się wam porządnie we znaki. Warto by się schronić przed skwarem na kilka najbliższych godzin.

Zbliżając się do gospody, dostrzegacie po przeciwnej stronie drogi kilka obdartych osób. Spoglądają ponuro na wejście, przy którym stoi potężny wykidajło. Oparty o ścianę, dłubie leniwie w zębach kawałkiem patyka, rozdziawiając szeroko paszczę. Widząc, że podchodzicie, osiłek odsuwa się bez słowa i zaprasza do środka gestem dłoni wielkości patelni. […]

 

lowcy

ŁOWCY

[…] Siedzicie w kręgu, tyłem do siebie, przywiązani do pala wbitego w ziemię. Rzemienne więzy wrzynają się boleśnie w nadgarstki rąk skrępowanych za plecami. Otaczają was wysokie, pionowe ściany kotliny. Nie macie pojęcia, gdzie jesteście – przywiedziono was tutaj z workami na głowach. Prowadzono was przez kilka godzin w bardzo szybkim tempie, napastnicy nie oszczędzali bata.

To nie byli zwykli bandyci. Gdy zdjęto wam worki z głów, ujrzeliście wielu innych więźniów, związanych i pilnowanych przez uzbrojonych strażników w długich zawojach i turbanach. To łowcy niewolników! […]

przelecz

PRZEŁĘCZ PALĄCEGO SŁOŃCA

[…] Przełęcz Palącego Słońca. Minimum trzy dni marszu w bezlitosnym skwarze! I jakby tego było mało – jadowite gadziny w obfitości!

To niebezpieczna droga – wieśniacy mówili, że co jakiś czas giną na niej z wyczerpania lub od ukąszeń ludzie, którzy nie mieli odpowiednich zapasów lub byli nieuważni. Niektórzy inaczej nazywali ten szlak – Przełęcz Kości. Ponoć spotyka się je na całej długości przełęczy. Niektóre bardzo blisko jej końca. […]

 

rzymianie

RZYMIANIE

[…] Przemytnicy! Szukamy przemycanych, nielegalnych towarów i broni! – ryczy potężnie zbudowany żołnierz. – Jak coś znajdziemy – rekwirujemy cały dobytek! Jak nic nie znajdziemy, to jest to podejrzane. A podejrzanych zatrzymujemy, aż coś znajdziemy! – żołnierz krzywi się szyderczo. – Lepiej się pokajać, karę zapłacić i ruszać w drogę! 500 sestercji na głowę albo marsz do obozu podejrzanych! A jak ktoś spróbuje uciekać – 20 plag na plecy! […]

 

wataha

WATAHA

[…] Po chwili wahania podchodzicie i siadacie wokół ogniska. Pasterz jest młodym, postawnym mężczyzną. Ma bardzo jasną cerę, lecz jego włosy są wręcz kruczoczarne, podobnie jak gęsta, bujna broda. Gdy już się

rozsiedliście wygodnie, odzywa się przyjacielsko:

– Miejsca jest dosyć, poczekajcie do zmierzchu i przenocujcie tutaj, bo okolica jest niebezpieczna. Wilki stały się wyjątkowo zuchwałe tego roku – wataha jest potężna. Każdej nocy porywają kilka owiec. Napadają wiele stad w okolicy. Potrafią zaatakować jednego podróżnego lub nawet niewielką grupę ludzi. Lepiej nie ryzykować. […]

targ

WIELKI TARG RYB

[…] Przechodzicie przez wysoką bramę miejską. Gwar ludzkich głosów bije w niebo. Z trudem przeciskacie się przez gęstwę gadających, targujących się i kłócących ludzi. Wszędzie dookoła rozstawione są stoiska z rybami z nocnego połowu. Wszystko to razem tworzy niezwykłą atmosferę barw i woni. Zwłaszcza woni. Wszechobecny zapach ryb, zmieszany ze wszystkimi możliwymi wyziewami ciał ludzi i zwierząt, podgrzewany narastającym upałem, bezlitośnie testuje waszą odporność. Na szczęście bardzo krótko. Zmysł węchu walczy przez chwilę desperacko, jednak porażony brutalnością ataku kapituluje i wyłącza się. Z ulgą. […]

© 2017 Gościniec... poprzez czas i przestrzeń. All Rights Reserved.